czwartek, 20 maja 2010

Niebieski




εαν ταις γλωσσαις
των ανθρωπων λαλω
και των αγγελων
αγαπην δε μη εχω
γεγονα χαλκος ηχων
η κυμβαλον αλαλαζον

και εαν εχω προφητειαν
και ειδω τα μυστηρια παντα
πιστιν ωστε ορη μεθισταναι
αγαπην δε μη εχω
ουθεν ειμι
ουθεν ειμι
ουθεν ειμι

Latanie

Latanie dosłowne i w przenośni.

Korzystając z tutejszego przedłużonego weekendu, byłam w domu. Wulkan znowu straszył, ale na szczęście moją część nieba pyły ominęły.

W domu – matura starszego dziecka i koniec gimnazjum młodszego. Starsze warczy, chojraczy i póki co (chyba) zdaje nieźle. Młodsze warczy, wścieka się i chodzi poprawiać na czerwony pasek (rychło w czas :-). Koty nie warczą, tylko przewalają się leniwie, wystawiając brzuch na pieszczoty... Mruczące oazy spokoju...

Zawieźć, przywieźć, pojechać, nie spóźnić się, pójść, załatwić, zadzwonić, zapłacić, kupić, spakować, pamiętać, zapisać... Znowu znajomy kołowrotek! Jak fajnie! :-)

Nie wszystko się udało i zdążyło, jedną rzecz zatrzymało nagłe milczenie. Niepokój gryzł przez dwie doby. Zostawił ślad.

W dniu wyjazdu jak zwykle smutno...
Po powrocie - praca i kolejne sprawy.

Dotykam śladów. Nie za głęboko.
Oglądam filmy Kieślowskiego....

niedziela, 2 maja 2010

Majowo

Lenistwo. Wczoraj wprawdzie posprzątałam mieszkanie i uprasowałam kilka ciuchów (to tak dla uczczenia święta pracy:-)), ale poza tym tylko spotkanie z koleżanką. W trzech godzinach zmieściłyśmy 25 lat, które minęły od studiów i te wszystkie ścieżki, które w końcu doprowadziły nas do spotkania się w tej samej pracy za granicą.

Dziś mogłam ruszyć tyłek gdzieś dalej i sensowniej, ale... mi się nie chciało. Spacer w parku wystarczył.

Lenistwo. Umysłowe. Przestawiło mnie na odbiór. Patrzę, czytam, słucham. Tyle ciekawych obrazów, słów, dźwięków, myśli, kropel, kamyków, pereł wpada do mojej sadzawki, do mojego oceanu. Wpada i tam wiruje, faluje, miesza się ze sobą, z moimi myślami. Jakoś nic sensownego nie wymywa na brzeg. Trudno... jest czas siania i czas zbierania... :-)

Pytam magnolię
jak uwolnić kwiecistość
zza kraty parku

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Eyjafjöll

Zagadkowa, tajemnicza nazwa. Brzmienie starogermańskich legend, celtyckich powiewów. Co oznacza? Czy coś prozaicznego (jak np. „kupa lodu” :-), czy może imię księżniczki zaklętej w zimnym grobowcu, czekającej, aż z głębin przedrze się ogień, na tyle gorący, że stopi jej więzienie? I tak się stało. Skorupa nie mogła już utrzymać naporu lawy. Ogień wydarł się i napotkał lód. Starły się w gwałtownej walce, a może w gwałtownym pojednaniu. Nie wiemy tego, widzimy tylko płomienie i popiół...


Zdjęcie: LiveLeak.com

Weekend bez smug kondensacyjnych na niebie i tępego brzęczenia silników. Tym, którzy akurat nigdzie nie lecieli, miło, innym – mniej.
Nie jesteśmy panami świata.

Żar przebił lody
patrzę w niebo na popiół
nic tylko czekać


sobota, 17 kwietnia 2010

Ceremonie



W wyniku trzęsienia ziemi na Wyżynie Tybetańskiej w Chinach zginęło już 1144 osób. Liczba ofiar może być dużo większa, gdyż ponad 400 osób uważanych jest za zaginione. W dodatku tysiąc dwieście jest ciężko rannych.

Dziesiątki ciał ofiar trzęsienia ziemi składane są w stosy i podpalane przez buddyjskich mnichów. - Nigdy nie mieliśmy takiej katastrofy, jak ta. Nigdy jeszcze tylu ludzi nie zginęło. Masowa kremacja, to jedyny sposób, żeby uwolnić ich dusze - mówi Jiemi Zhangsuo, jeden z mnichów.

Tekst GW Fot. AP/Andy Wong