Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eyesles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eyesles. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Obrazki z wakacji

Robię porządek w zdjęciach, więc czemu nie... :-)

Relaks...


Fauna...




Susza...


Widoczek klasyczny, tym razem z wody... :-)

niedziela, 23 maja 2010

Londyn niedzielny - Sunday in London

Watching the classics



Walking off path



Sharing music

sobota, 9 stycznia 2010

Amsterdam zimą

Mrozem stłumiony
Taniec zmysłów na trawie
Kanał pod lodem




niedziela, 22 listopada 2009

Wietrzna niedziela

wiatr mi potargał
wszystkie grzechy we włosach
myśli splątane


Wiatr wieje od wczoraj. W nocy niepokoił mnie we śnie jak śmiały kochanek, rano obudził trzaśnięciem drzwiami na klatce. Dzień był słoneczny i ciepły, mimo że zbereźnik cały czas wciskał się pod ubranie.

Poszłam na spacer na secesyjne łowy i zostałam uwięziona w parku. Park bowiem zamknięto ze względu na silny wiatr właśnie, w trosce o bezpieczeństwo niedzielnych rodzinnych spacerów. Weszłam jednak przez odsuniętą, symboliczną raczej, zaporę, nie przewidziałam tylko, że pozostałych wyjść bronią już masywne bramy. W poszukiwaniu wyjścia obeszłam więc park dokoła (a spory jest), aż w końcu i tak musiałam wrócić do tego samego płotka. W parku było niesamowicie. Wprawdzie na drzewach już prawie nie ma liści, ale i tak szum, jaki wydawały, gdy zrywał się wiatr, sprawiał wrażenie, jakbym stała w środku jakiegoś ogromnego lasu, a nie ucywilizowanego skrawka zieleni w środku Europy. Nawiewało coraz więcej chmur, robiło się ciemno.





Wróciłam szybkim krokiem do domu, łapiąc we włosy krople - zapowiedź deszczu. Ledwo zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, wiatr zaczął dobijać się do wszystkich okien, szarpać za klamki. Rozległ się grzmot i szyby zalała ściana wody. Przesiedziałam ją przy kubku gorącej herbaty z limonką, chłonąc w siebie deszcz i wichurę, czekając, aż upiecze się obiad – kurczak z pomarańczami i rozmarynem. Teraz jest już zupełnie ciemno. Deszcz ustał, na niebo wyszedł rogalik księżyca. Robię sobie jeszcze jedną herbatę i siadam do książek – będę się uczyć języka na jutrzejsze zajęcia, potem poczytam. Wieczorem jeszcze spojrzę, co w blogowym świecie.
Wiatr zelżał, ale nie miałabym nic przeciwko temu, by znów odwiedził mnie dziś w nocy... Chyba napiszę mu maila :-)

Lubię takie niedziele. Lubię wiatr i deszcz, lubię, jak przewiewa mi myśli, oczyszcza uczucia. Wiem, jestem nienormalna :-).

środa, 3 czerwca 2009

Odbicia. Reflexions

Bruksela, Londyn, Szkocja. Brussels, London, Scotland









wtorek, 30 grudnia 2008