sobota, 15 sierpnia 2009

Zmysły w upale

I znowu upalny weekend. No nie lubię gorąca! Lubię lekki chłód, niebo może być nieco zachmurzone, wiatr tańczący koło twarzy, prowokujący do rozmyślań o tym, skąd przyleciał i dokąd pójdzie. Co ze sobą przynosi i co mojego zabierze w świat... Wiatr niesie tyle zapachów, tyle dotyków, tyle myśli...

Upalny posiłek. Szklana, przezroczysta miska. W niej malutkie pomidorki koktajlowe. Mozarella w malutkich kuleczkach. Listki świeżej bazylii, opłukane, osuszone i porwane palcami na drobniejsze strzępki... mmm... ten zapach... Oliwa z oliwek i sól, morska, świeżo zmielona. Nic więcej. Uczta dla wzroku, węchu i smaku.

Upalny deser. Dwie szklane, przezroczyste miseczki. W jednej dorodne, ciemnoczerwone czereśnie, wyjęte z lodówki, chłodne, z kroplami wody na lśniącej skórce. W drugiej winogrona, mix czerwonych i zielonych. Nic więcej.

Upalny napój. Szklany przezroczysty kieliszek, w nim przezroczystozłotawe schłodzone frascati. Nic więcej.

Zaczyna się upalna noc...

niedziela, 9 sierpnia 2009

Sen

Przyszedł w nocy,
bezwstydną czułością
uderzył w nagą bezbronność.
Do rana
drżącymi palcami
składałam rozsypane kawałki.

Nareszcie niebo nieco się zachmurzyło. Upał jest nadal, ale słońce już nie świeci tak ostro. Może będzie deszcz... Potrzebuję burzy, gwałtownego wiatru i oczyszczających strumieni.
Miałam dziś sen. Krótki, żywy i tak intensywny, że obudził mnie drżącą w środku nocy. Nie spałam już potem dobrze, wstałam wcześnie mimo niedzieli.
To przez tę rozbitą noc i przez upał krzątam się bez sensu po domu, zaczynam rzeczy, nie kończę... Znowu zaglądam do skrzynki, w której do końca lipca miała pojawić się wiadomość... pusto. Patrzę na ścianę, która czeka już od roku... pusto. Kolejna obietnica... pusta.
To przez tę rozbitą noc i upał stopiły się pozytywne, przyjacielskie myśli. Z kałuży wypełzł smutek i gorycz, poczucie wykorzystania.
To przez tę rozbitą noc i upał. Czekam na wieczór, żeby położyć się spać, a jutro obudzić znów z twarzą ubraną w uśmiech.

środa, 5 sierpnia 2009

Księżyc nad ulicą...

Siedzę. Siedzę już od ósmej z zamiarem uczenia się do egzaminu. Tymczasem minęła północ, a nad moim domem...






A dwóch panów tkniętych palcem bożym gra i śpiewa tak...

wtorek, 21 lipca 2009

Defilada i fajerwerki

...czyli święto narodowe. Fajerwerki oglądałam przed chwilą z balkonu z kieliszkiem schłodzonego pinot gris w ręce. A pojazdy wojskowe przejeżdżały pod tymże balkonem, a samoloty leciały nad nim, i nie musiałam nigdzie chodzić, żeby zobaczyć. Chciałam robić zdjęcia, ale wyczerpały mi się baterie i ciekawsze przejechało :-)

A teraz patrzę na sadzawkę i odbijające się w niej światło latarni. I pada letni deszcz...

I po raz kolejny obiecuję sobie, że kupię w końcu porządny aparat i nauczę się robić porządne zdjęcia, w nocy też :-)







niedziela, 19 lipca 2009

Krople

Pada. Wszyscy albo o deszczu albo o kroplach.

Deszczowy dzień nie jest dobry na odjazdy i pożegnania. Dołuje bardziej. Trzeba oblec jeszcze grubszą skorupę, by krople pozostały tylko kroplami deszczówki.

Pożegnania są łatwiejsze w dni słoneczne. Takie jak wczoraj. Krople pozostały w skorupie.