sobota, 26 września 2009

Cast your soul to the sea...

A ta, przepiękna i z pięknym tekstem (w którym Loreena raz się myli :-), zasługuje na osobny wpis.

Pobiegnij wzrokiem nad ocean,
pozwól duszy wzlecieć nad morze,
gdy ciemna noc zda się bez końca,
proszę, pamiętaj o mnie...





Więcej sekretów i skarbów tu:
www.quinlanroad.com

Wieczór z Loreeną

Na pewnym portalu, na którym sporadycznie bywam, ktoś dziś podał link do muzyki, której dawno nie słuchałam. Płyty zostały w domu, ale pięć mam na twardym dysku i dziś właśnie cały wieczór kontempluję.

Mam też szklaneczkę whisky single malt. Dojrzewana w dębowych beczkach po sherry i bourbonie. Słomkowa i przejrzysta. Gładka i delikatna. Wanilia, owoce, karmel, spalony dąb, orzechy, sherry, trochę pieprzu... W sam raz na wieczór z półksiężycem, migoczącą za oknem sadzawką i Loreeną...

Idzie jesień. Zaczyna pachnieć wrzos, wilgotnieje powietrze, mgły zasnuwają klify, wiatr przynosi ostry zapach morza...

Celtyckie wędrówki Loreeny McKennitt:

Legenda arturiańska, harfa i Tennyson...



Beltaine i celtycki taniec ognia...




Więcej sekretów i skarbów tu:
www.quinlanroad.com

Spacer

Chodź... pójdziemy przed siebie
drogą wśród pól, plażą w szumie morza
albo aleją w parku.
Pomyślimy w wolnym rytmie kroków,
posłuchamy tego, co gdzieś w duszy gra.
Kiedy zmęczą się oczy,
usiądziemy na chwilę smakując ciszę
jak białe wino.
Nie mów nic.
Czuję, jak szarpią się i trzepocą.
Nikogo tu nie ma... dajmy im trochę wolności,
spokoju, co wygładzi pogięte pióra,
by mogły jeszcze kiedyś się rozpostrzeć.
Popatrzmy na nie
chociaż przez krótką chwilę,
póki nie trzeba będzie wracać.







środa, 23 września 2009

Zapach dłoni

Zapomniałem, jak pachną twoje dłonie,
piszesz niespodziewaną nocą.

Jeszcze się dąsam trochę:
mydłem i kremem do rąk, cebulą w kostkę krojoną.

Nie to chcę sobie przypomnieć,
powiedz mi, jak pachną wieczornie?

Uśmiecham się przekornie:
wieczornie? Szamponem ziołowym i żelem lawendowym.

A jeszcze? Jak pachną, gdy sprzątniesz dzień
i w fotelu zaczynasz podróże?

Przebiegam po klawiaturze:
czekoladą i whisky, wiatrem znad klifu, kwiatem dzikiej róży.

A jeszcze? Jak pachną w środku nocy,
gdy kołyszesz mnie swoim oddechem?

Czuję na sobie twój wzrok,
czuję ich zapach, lecz to...
już tylko nam dwojgu opowiem...

niedziela, 20 września 2009

Weekend

Plany były takie, żeby w weekend zaszyć się w łóżku i odchorowywać megadoła. W tak zwanym międzyczasie jednak megadół zmniejszył się do rozmiarów doła standardowego, rzec by można: znormalizowanego. A na takie szkoda życia, ładnej pogody oraz niezliczonych atrakcji, które na tę niedzielę przygotowało moje tymczasowe miasto.

Niedziela bez samochodu. Na ulicach tylko autobusy, które wożą za darmo, nieliczne taksówki, a poza tym – rowerzyści i piesi. I... konie :-)



Pod pałac królewski przyjechała wieś... Tym razem nie protestujący rolnicy (ci zresztą preferują okolice placu Schumana), tylko promocja produktów rolnych. Lody z ekologicznego mleka, mniam...

Atrakcje dla dużych i małych...





Zeszłam moją ulubioną trasą, Mont des Arts, plac Hiszpański, Grand Place. Wszędzie stragany, muzyka, tańce. Życie. Szłam po śladach, swoich i tych, których kocham. Tych, którzy byli tu razem ze mną i tych, którzy stąpali nimi osobno, a jednak tak blisko. Widziałam ich i czułam, na bruku, w powietrzu, w zapachu wiatru i pocałunku słońca, wokół siebie, w sobie.

Czas i przestrzeń to tylko wymiary.